Renault wygłosił jedno z dotychczas najbardziej bezpardonowych ostrzeżeń dotyczących stanu europejskiego przemysłu samochodowego, oświadczając Brukseli, że od okiełznania chińskiej konkurencji zależy przetrwanie branży. François Provost z koncernu szacuje przewagę kosztową chińskich producentów na 30-40% i przestrzega, że wkrótce po 2030 roku europejska produkcja może spaść do połowy obecnego poziomu, jeśli Unia Europejska nie podejmie działań. Renault przedstawiło własne propozycje, domagając się zdecydowaniejszej odpowiedzi politycznej na lukę, którą uważa za egzystencjalną.
Ostrzeżenie trafia ze szczególną siłą w Europę Środkowo-Wschodnią, gdzie produkcja wielkoseryjna i obsługujące ją korytarze transportowe stanowią filar znacznej części bazy przemysłowej. Spadek europejskiej produkcji o połowę uderzyłby bezpośrednio w zamówienia dla dostawców, wykorzystanie mocy produkcyjnych zakładów i wolumeny transportowe — presję, którą region już odczuwa, a plany zwolnień w polskim PKP Cargo pokazują, jak szybko kurczą się zdolności logistyczne, gdy wolumeny motoryzacyjne słabną.
Renault z kolei zabezpiecza się daleko poza Brukselą. Koncern zapowiedział osiem nowych modeli, mających zapewnić bardziej dochodowy wzrost na rynkach międzynarodowych, a mapa sprzedaży tłumaczy dlaczego: pięć z dziesięciu największych rynków firmy w ubiegłym roku znajdowało się poza Europą — Brazylią na drugim miejscu, Turcją na czwartym, Indiami na piątym, Koreą Południową na ósmym i Kolumbią na dziewiątym. Dzięki produkcji rozproszonej już po wielu regionach świata koncern jest mniej narażony na jakikolwiek pojedynczy reżim polityczny niż większość europejskich rywali.
Ta sama rekonfiguracja widoczna jest w najwyższym segmencie rynku. Europejscy producenci samochodów luksusowych przenoszą wydatki inwestycyjne z Chin do Stanów Zjednoczonych, porzucając globalny model eksportowy na rzecz produkcji zlokalizowanej, by osiągać wyższe marże i omijać bariery handlowe. Dla dostawców i operatorów logistycznych z Europy Środkowo-Wschodniej wzór jest jednoznaczny: przepływy produkcyjne, niegdyś zorganizowane wokół europejskich fabryk eksportujących na cały świat, są na nowo wytyczane wokół bloków regionalnych, a korytarze obsługujące ten handel będą musiały podążać za wolumenami.
Dla dealerów i kupujących wynik tego politycznego sporu prędzej czy później ujawni się w salonach — w tym, które modele będą powstawać w Europie, jakim kosztem i w jakiej cenie. Dopóki Bruksela i branża nie ustalą warunków konkurencji z chińskimi producentami, praktyczna przewaga polega na patrzeniu na cały europejski rynek, a nie na pojedynczy krajowy cennik.
Kto planuje zakup, powinien zatem porównywać oferty i warunki ponad granicami zamiast czekać na decyzje polityczne. Czytelnicy szukający pojazdu znajdą sensacyjne auta w sensacyjnych warunkach na portalu WorldTrader24 — europejskim marketplace z ponad 70 000 pojazdów.



