Podłącz elektryczny samochód gdziekolwiek w Polsce, a licznik kręci się szybciej niż w większości Europy. Pełne ładowanie w domu kosztuje szacunkowo 22,12 euro, a pokonanie 100 kilometrów pochłania prąd o wartości 5,03 euro — obie wielkości to około 39% powyżej europejskiej mediany, wynika z analizy Poland Insight. Rezultat to niewygodne wyróżnienie: Polska plasuje się na siódmym miejscu w Europie pod względem kosztów domowego ładowania EV — bolesna pozycja dla rynku, od dawna przedstawianego jako jeden z przyszłych silników wzrostu kontynentu.

Dla menedżerów flot i strategów ds. samochodów służbowych liczby te uderzają prosto w wynik finansowy. Prąd to paliwo elektrycznej floty, a prawie 40-procentowa dopłata do domowego ładowania przepisuje arytmetykę całkowitego kosztu posiadania (TCO), na której opierał się biznesowy argument za elektryfikacją. Przy 5,03 euro za 100 kilometrów luka oszczędności względem pojazdów spalinowych zwęża się z każdym cyklem rozliczeniowym — presja na marżę, która mnoży się na tysiącach pojazdów flotowych i milionach kilometrów.

Ironia polega na tym, że Polska równocześnie okazuje się jednym z najbardziej dynamicznych rynków pojazdów zelektryfikowanych w Europie. Kraj pomaga napędzać odbicie rynku ciężarówek UE, a wśród ciężarówek ciężkich liczba pojazdów sklasyfikowanych przez ACEA jako ładowalne elektrycznie — takich, które można ładować z zewnętrznego źródła energii — wzrosła w całej UE o 59,9%. Transport ciężki, najtrudniejszy do zelektryfikowania segment, rozwija się szybciej, niż wielu się spodziewało, a Polska stoi na czele szerszego odbicia rynku.